Święta Katarzyna - Nowa Słupia - Bieliny 2-3 V 2008 r.
Weekendowa, spokojna trasa umożliwiająca poznanie Łysogór
i Wału Małacentowskiego. Mimo zmiennej pogody szło się dobrze.
Dzień I Wyruszyliśmy na szlak dośc późno, bo około 10. Pogoda nie była zbyt zachęcająca -
padał deszcz, przy tym było chłodno. Jednak w końcu minęliśmy bramki Świętokrzyskiego PN-u w Świętej Katarzynie i mijając
źródełko św. Franciszka zaczęlismy piąć się wedle znaków szlaku czerwonego na Łysicę. Wejście od tej strony było dośc strome i wyłożone wielką
ilości kamieni i głazów, co w połączeniu z warunkami atmosferycznymi tworzyło dośc śliską drożnię.
Szybko dotarliśmy na szczyt Łysicy, jednak desezczowa pogoda uniemozliwiała pooglądanie
w całej okazałości tutejszego gołoborza. Ruszyliśmy więc dalej szlakiem, mijając coraz mniej turystów - o ile
w zasadzie tłumy podążały ze Św. Katarzyny na Łysicę to na dalsze odcinki mało kto się wybierał. Drogi były błotniste
ale szło się w sumie dobrze, szczególnie, że deszcz przestał padać. Po kilkunastu minutach byliśmy przy kapliczce Św. Mikołaja,
gdzie rozpoczynał się także szlak niebieski prowadzący na Wał Małacentowski. Tutaj zlokalizowaliśmy pierwszy nasz odpoczynek.
Od kapliczki udaliśmy się na południe obydwoma szlakami, rozpoczynając schodzenie. Niebawem
wyszliśmy z lasu na obrzeżach Kakonina, przy zabytkowej chałupie i sklepie. Stąd udaliśmy się w lewo szosą. Po chwili wykręcała
ona w prawo i znów po jakimś czasie w lewo. Opuścił nas w końcu szlak niebieski odbijając w prawo do Bielin. My natomiast jeszcze kawałek szosą poszliśmy prosto.
Wyszliśmy poza ostatnie zabudowania i zeszliśmy na polną drogę. Opadała ona lekko w dół aż do rzeki. Po jej przeroczeniu znów
zaczęlismy podchodzić pod górę w kierunku lasu. Gdy weszliśmy między pierwsze drzewa byliśmy znów na terenie Świętokrzyskiego PN.
Teraz leśną ścieżką przemierzając co jakiś czas zagłębienia terenowe i kładki podążaliśmy na wschód.
Przy pierwszej napotkanej wiacie turystycznej przy miejscu na ognisko zrobiliśmy kolejny odpoczynek.
Po jakiś 30 minutach znów ruszyliśmy ciągle w tym samym kierunku. Spotkaliśmy jeszcze kilka miejsc odpoczynku i w końcu
wyszliśmy na obrzeża lasu. Przed nami rozciągał się Łysiec, a pod jego szczytem - Huta Szklana. Polną drogą prześliśmy
do wsi i poszliśmy w lewo chodnikiem, a następnie w prawo w kierunku parkingu. Mijając stragany (z lewej) i pomnik (z prawej)
weszliśmy przez bramę na teren Parku. Szosą udaliśmy się na Łysiec. Przed klasztorem skręciliśmy w lewo na punkt widokowy nad gołoborzem.
Obejrzeliśmy piękne okolice - pogoda nie pozwalała jednak na dostrzeżenie wszystkiego. Wróciliśmy następnie na szosę
i poszliśmy nią w lewo. Minęliśmy maszt nadawczy i tym sposobem dotarliśmy do zespołu klasztornego - Świętego Krzyża.
Z terenu klasztornego wyszliśmy najbardziej znaną ze zdjęć bramą i niebieskim
szlakiem rozpoczęliśmy schodzenie Królewską Drogą. Mijaliśmy po drodze stacje drogi krzyżowej, której figury zostały wykonane przez
Aleksandra Kucharskiego z Nowej Słupi. Po niedługim czasie bylismy już przy Pielgrzymie, po kilku nastepnych - na terenie ośrodka wypoczynkowego domków
kempingowych, gdzie zlokalizowany mieliśmy nocleg.
Dzień II Tym razem wyszliśmy koło 9.00. Udaliśmy się z ośrodka ulica w prawo, w kierunku centrum Nowej Słupi.
Za kościołem poszliśmy w prawo, szlakiem zielonym, szosą w kierunku Kielc. Droga wyprowadziła nas ze Słupi. Minęliśmy
stację paliw i na rozwidleniu szos zmieniliśmy kierunek udając się w kierunku Łagowa. Z tej szosy też po chwili zeszliśmy na jej odnogę idącą prosto,
prawie na południe. Z lewej strony towarzyszyło nam Pasmo Jeleniowskie. Nasza droga po kilkuset metrach zakręcała lekko, a my wraz z nią w prawo. Minęlismy po lewej ośrodek szkoleniowy
nauczycieli w Wólce Milanowskiej i po chiwli zeszliśmy z szosy w polną drogę (w lewo). Z prawej strony po chwili spotkaliśmy pomnik. Idąc dalej prosto weszliśmy w końcu w las.
Dość błotnistą drogą leśną zaczęliśmy podchodzić pod Kobylą Górę. Za znacznym zakrętem w prawo,
osiągneliśmy w końcu szczyt Kobylej. Spotkaliśmy tu szlak czerwony. Zostaliśmy jednak tego dnia jak na razie wierni zieleni.
Kolejnymi ubłoconymi drogami podążalismy przed siebie, coraz bardziej wykręcającymi drogami. Droga stawała się szersza od momentu jak
skręciliśmy w lewo. Na chwilę wyszliśmy z lasu przy zabudowaniach. Po chwili skręciliśmy w szeroką utwardzoną drogę w prawo. Z początku droga ta lekko wykręcała, następnie
wyprostowała się całkowicie wznosząc się i opadając wśród lasów Wału Małacentowskiego.
Za drugim czy trzecim wzniesieniem spotkalismy początek szlaku niebieskiego, prowadzącego do kapliczki świętego Mikołaja.
Poszliśmy w prawo tym szlakiem, wcześniej chwilę odpoczywając. Nadal nasza droga była błotnista, ale już węższa. Minęło nas na niej kilku crossowców.
Po około 1,5 km wyszliśmy z lasu na pola wsi Drogosiowa. Polną drogą doszliśmy do zabudowań, następnie pierwszą w prawo zeszliśmy do szosy
Lechów-Bartoszowiny. Przecięliśmy szosę i dalej prosto zaczęliśmy polną drogą podchodzić powoli do widocznego powyżej lasu porastającego Drogosiową
Górę. Weszliśmy w las i wpierw pobłądziliśmy kilka minut poszukując znaków szlaku. Po znalezieniu, leśną drogą meandrując zaczęliśmy podchodzić coraz wyżej.
W końcu osiągnęliśmy okolice szczytu gdzie spoczęliśmy na jakiś czas.
Dalej szliśmy leśną drogą to podchodząc to schodząc, pokonując jednakże niewielkie różnice
wysokości. Minąwszy Dużą Skałę, coraz częściej droga wiodła w pobliżu granicy lasu. W końcu wyszliśmy na granicę by znów wąską ścieżką
zniknąć wśród drzew. Droga zaczęła stromo opadać, co pozwoliło nam się domyślać bliskości Czaplowa. Zeszliśmy faktycznie pzy zabudowaniach wsi.
Wyszliśmy na szosę i nią przez jakiś czas szliśmy w prawo. Następnie skręciliśmy w pierwszą w lewo polną drogę
biegnącą dość ostro pod górę - ostatni dzisiejszy szczyt.
Minęliśmy kilka pojedynczych drzew, następnie droga meandrując pośród pól wprowadziła nas w niewielki lasek.
Za nim znów weszliśmy między niskopienną roślinność. Byliśmy na górze Chełmy. Minęliśmy i drzewa i krzewy, teraz ruszyliśmy polnymi drogami w kierunku
nasadzonej dzrewami granicy pól. Zaczęło padać. Zastanawiając się chwilę zeszliśmy wzdłuż wspomnianej granicy i kombinując
dotarliśmy do szerokiej drogi nad Bielnianką. Nią w prawo i po chwili przekraczalismy most. Wyszliśmy między zabudowaniami Bielin.
Główną szosą ruszyliśmy w lewo, w kierunku Kielc. Skończyliśmy na przystanku PKS.