Przysucha PKP - Ruski Bród - Chlewiska 21/22 XII 2007 r.
Trasa, która w zamierzeniu miała być dłuższa a była jaka była... Zmęczenie nocną wędrówką
zbyt dało nam się we znaki. Zrobiliśmy w końcu 38 km. Uczestniczyli: Jarek W. (Czochracz),
Darek M. (Mroziu), Mateusz P. i ja.
Wysiedliśmyna przyprószonej śniegiem stacji PKP Przysucha (pierwotnie miały to być Bieliny, ale
jadąc pociągiem zmieniliśmy zdanie). Stąd udaliśmy się przez główny hol stacji na szosę. Weszliśmy do Skrzyńska i pilnująć zielonego szlaku
podążyliśmy wpierw chodnikiem, a później zeszliśmy wzdłuż cmentarza na polną drogę. Pięknie wyjątkowo wyglądały
nocą (było ok. 2200) oszronione drzewa. Polna droga przeistoczyła się w końcu w chodnik i nim weszliśmy do Przysuchy.
Przy Dworcu PKS zaciagnęliśmy języka w kwestii otwartych sklepów i bogatsi w nową wiedzę ruszyliśmy w kierunku Tomaszowa, do Żabki.
Dokonaliśmy zakupów i dalej poszliśmy wzdłuż drogi na Tomaszów. Na wielkim zakręcie zostaliśmy przy pierwotnym kierunku
(prosto) i tym sposobem weszliśmy do Jakubowa. Tu przy dawnej bazie (może PKS?) pod słupem, pierwszy odpoczynek.
Posileni herbatą ruszyliśmy dalej. Ciągle szosą, biegnącą między zabudowaniami wsi
witającej nas ujadaniem psów. W końcu nasza główniejsza szosa odbijała na rozwidleniu w prawo; nam już to
nie było po drodze więc poszliśmy w lewo docierając tym sposobem do kolejnej wsi - Kozłowca. Za wsią szeroką brukowaną drogą weszliśmy w las.
Dotarliśmy do wieży przekaźnikowej i znów zatrzymaliśmy się na odpoczynek. Herbata, kanapka i w drogę... Nie uszliśmy daleko nim
spostrzegliśmy dość ciekawy obiekt. Z prawej na polanie zauważyliśmy domek z przybudowanymi ścianami foliowymi...
Weszliśmy więc tam. Domek był zamknięty ale na dość znacznej pzestrzeni ograniczonej ścianami stało sporo ławek i stołów.
Miejsce warte zanotowania, być może jakąś imprezę tam kiedyś zrobimy.
Nasza droga prowadziła nas dalej. Po około 3 kilometrach, za krzyżem (z prawej)
naszą drogę przeciął czerwony szlak turystyczny, zresztą im. "Hubala". Teraz wedle niego poszliśmy w lewo, w następną szeroką drogę.
W końcu jednak zeszliśmy z niej i zaczęliśmy kluczyć leśnymi duktami. Robiliśmy to tak sprawnie, że na pierwszym skrzyżowaniu z wielką
leśną drogą poszliśmy w prawo. Za wcześnie jak się miało później okazać. Drogą tą szliśmy ponad 2 km, w międzyczasie
domyślając się, że za wcześnie skręciliśmy. Nie psuło nam to jednak zbytnio trasy. Znalazłwszy dość sensowną szeroką drogę
odbijającą w lewo, udaliśmy się nią w jedynym słusznym kierunku - na Wschód. Tam musiała być jakaś cywilizacja.
Przemierzyliśmy groblami stawy i wreszcie po około 20-25 minutach wyszliśmy na szlak.
Za jego znakami poszliśmy w prawo, kolejną rozjeżdżoną szeroką drogą. Dopiero
po niecałych dwóch kilometrach zeszliśmy w lewo, w spokojniejszą przecinkę, która biegnąc wzdłuż Radomki, doprowadziła nas
przez lasy, zakrzaczenia i wały do zabudowań Ruskiego Brodu. Weszliśmy na szosę we wsi i udaliśmy się przez tą ulicówkę w prawo. Prezkroczyliśmy
po znacznym odcinku most i za nim uciekliśmy w lewo-skos do lasu, dość zarośniętą ale widoczną drogą. Ten, około 5-cio
kilometrowy odcinek lasem poszedł nam sprawnie. Wyszliśmy z lasu w Hucisku - tu w lewo do szosy, szosą w prawo i przez most.
Zgodnie ze znakami szlaku czerwonego kawałek za mostem odbiliśmy w lewo. Minęliśmy za wsią pomnik poświęcony "Hubalowi" i drogami, w których
rowy zapełniały lepiej i gorzej zamarznięte kałuże weszliśmy w las. Zrobiliśmy lekki łuk i dotarliśmy do szerokiej drogi biegnącej
z zachodu na wschód.
Pilnując wcześniejszych założeń (na Wschodzie cywilizacja) ruszyliśmy żwawo drogą. Przy końcu lasu,
a przed zabudowaniami Skłobów, szlak odbijał w lewo na Nowinki. My poszliśmy prosto w wieś. Senność zaczynała nas powoli zżerać od środka.
Zatrzymaliśmy się na dłuższy postój przy sklepie i remizie w Skłobach, na przystanku PKS. Jakoś zebraliśmy się w sobie
i poszliśmy dalej na północny-wschód szosą do Stefankowa. W Stefankowie poszliśmy w lewo, minęliśmy sklep i na
rozwidleniu szosy skręciliśmy w prawo. Tym sposobem dotarliśmy do ładnej szosy biegnącej do Chlewisk. Nią zgodnie
ze znakami szlaku zielonego poszliśmy dalej.
Szlak uciekał w końcu do cmentarza w lewo, my zaś szosą dotarliśmy do drogi Przysucha-Szydłowiec.
Nią prosto przed siebie podążyliśmy w kierunku widocznych zabudowań Chlewisk. W Chlewiskach dotarliśmy
do centrum, gdzie znajdował się główny przystanek PKS. Zmęczeni ale żywi wsiedliśmy w PKS do Szydłowca, który przyjechał po
jakiś 10 minutach...